Rozmowy przy stole z druzami - "my wierzymy w reinkarnację" 4/10

23 Maj 2018

Autorem tekstu jest Iskier.
Jest to czwarty artykuł z serii tekstów 10 powstałych podczas pierwszego wyjazdu do Izraela. 
Tutaj możesz zobaczyć filmy z tego wyjazdu.
 

Ranek w Madżdal Szams przywitał nas załamaniem pogody. Przed wyjazdem do Izraela sprawdzałem prognozy, więc w plecaku miałem głównie krótkie spodnie i t-shirty. Swetrów sztuk: jeden. Kurtek słownie: zero.

Nie było czasu na marudzenie, zebraliśmy się rano z Kawiakiem i poszliśmy na śniadanie do Hadiego. Tutaj tylko utwierdziliśmy się w tym, że posiłki u druzów to nie jakieś tam "głupie kanapeczki", a nawet zwykłe śniadanie wygląda jak prawdziwa uczta. Tym razem nie dostaliśmy sztućców ani talerzy. Śniadaliśmy jak rodzina - nawet jajecznicę jedliśmy z jednej patelni, rwąc na kawałki cieniutkie pieczywo, które służy tutaj za "nabierak" do jedzenia.

 

 

Z początku może wydawać się to mało higieniczne, ale jak się lepiej przyjrzeć, to jest zupełnie na odwrót. Każdy urwany kawałek pieczywa spełnia funkcję łyżki, którą nabieramy jedzenie ze wspólnych naczyń, a następnie cały, wraz z zawartością, trafia do ust. Nie ma mowy o wymianie śliny czy bakterii z pozostałymi biesiadnikami.

 

 

Reinkarnacja

- Słyszeliście o reinkarnacji? - W trakcie śniadania wypala Hadi. Przy okazji dokładnie mierzy wzrokiem naszą reakcję.
- Tak, tak. Jak najbardziej.
- My, druzowie, wierzymy w reinkarnację.
- To znaczy, że możesz w następnym życiu być wężem albo królem?
- Nie, wężem nie. To jest tak, że przez każde życie możesz być sobą. W dniu, w którym umierasz, możesz odrodzić się jako niemowlę, ale jak jesteś mężczyzną, to rodzisz się mężczyzną i rodzisz się w rodzinie druzów. Druz może się odrodzić tylko jako inny druz, ale możesz się urodzić za granicą i wtedy jest trochę problem.
- To bardzo ciekawe.
- Tak, opowiem wam historię. Madżdal jest małe, wszyscy się znamy i mamy dwie takie dobre historie. Jedna przytrafiła się u mnie w rodzinie. Moja mama miała dwóch kuzynów, braci. Byli nierozłączni i zawsze bardzo się lubili, ale jeden z nich umarł bardzo młodo. Po wielu latach do domu przyszedł chłopak, który urodził się w Syrii i po wielu latach udało mu się dostać do Madżdal, tutaj, po izraelskiej stronie. Powiedział, że jest właśnie tym zmarłym bratem. Mówił, że urodził się pod innym imieniem i nazwiskiem, ale w ciągu życia przypominał sobie coraz więcej szczegółów z poprzedniego wcielenia i coraz bardziej rozumiał, kim tak naprawdę jest. Jego data urodzin zgadzała się z datą śmierci kuzyna. Powiedział, że w poprzednim wcieleniu nazywał się dokładnie tak jak zmarły kuzyn mojej mamy i zaczął opowiadać wiele szczegółów z czasów jego dzieciństwa. W domu dokładnie wiedział gdzie co jest i dokładnie wiedział kto kim jest.
- I uwierzyli mu?
- Nie od razu, ale ten człowiek zobaczył w salonie zdjęcie z dzieciństwa tamtych dwóch kuzynów i opowiedział dokładnie cały dzień, w trakcie którego zrobiono zdjęcie i przypomniał nawet jakieś śmieszne rozmowy. Potem pokazali mu album ze zdjęciami i opowiadał o wszystkim.
- Nikt nie myślał, że może ktoś po prostu mu to wszystko opowiedział i on próbuje oszukać rodzinę?
- Raczej nie. On był z Syrii i tutaj przez granicę nie miał nawet szansy się takich rzeczy dowiedzieć, a granicę możesz przejść tylko raz i już nigdy nie możesz wrócić.
- Czego tak naprawdę chciał?
- Wrócić do domu. Do tego domu, bo czuł, że to jego miejsce. Zostawił na zawsze swoją rodzinę w Syrii i przyszedł tutaj.
- Przyjęli go?
- Tak. Został członkiem naszej rodziny.
- Naprawdę?
- Tak, traktujemy go tak, jakby urodził się w naszej rodzinie i jest po prostu bratem, wujkiem i tak dalej. Jakby nic się tam po drodze nie stało, że raz umarł i o jeden raz więcej się urodził. To dla nas mało istotne, bo to ten sam człowiek.
- Nikt się nie bał, że on was okradnie albo zrobi jakąś krzywdę?
- Wiadomo, że różne rzeczy można myśleć i każdy jest ostrożny, ale my wierzymy w reinkarnację, więc takie rzeczy mogą się zdarzać i łatwiej jest nam je przyjąć. A była też druga historia o dziecku, które też tak się pojawiło u kogoś w domu i powiedziało, że w poprzednim życiu było jednym z dziadków z tej rodziny.
- I ten chłopiec też opowiadał takie rzeczy?
- Nawet nie musiał, pokazał im, w którym miejscu dziadek miał depozyt z kosztownościami i znał do niego kod.
- I też został członkiem rodziny?
- Tak! To śmieszne i dlatego mówimy, że mieszkamy na szalonym wschodzie. Tutaj możesz mieć na przykład dziadka, który ma 5 lat. Niezłe, co?
- Niezłe, niezłe, ciężko coś powiedzieć.
- A w Europie ludzie wierzą w reinkarnację?
- Nie, raczej nie. Uważa się to u nas za coś związanego ze światem magicznym, a nasze religie nie lubią czegoś takiego. Jak komuś opowiemy te historie, o których mówisz, to ludzie raczej postukają się w czoło i powiedzą, że to jakieś głupoty i żebyśmy lepiej poszli do kościoła, Boga szukać, albo do szkoły, żeby głupot nie opowiadać.
- Jasne, rozumiem. Nie szkodzi, u was jest inaczej i u nas jest inaczej.
- Dokładnie.
 

Słowa naszego rozmówcy potwierdziła po chwili jego mama, więc wiedzieliśmy, że nie zrobił sobie z nas zamierzonych żartów, a wiemy, że stać go na to. W takich chwilach człowiek czuje się nieco dziwnie. Przy historiach z tego rodzaju wydawałoby się, że zaraz przygaśnie światło, płomyk świeczki zacznie nerwowo falować, a plecy obleje nieprzyjemny chłód tajemniczości, ale nie jesteśmy tutaj, żeby oceniać to co usłyszeliśmy, więc nie musimy mieć własnego zdania na ten temat, choć trzeba przyznać, że to bardzo ciekawe i niespotykane.

Na tym przykładzie doskonale widać, jak wielką mieszanką jest kultura druzów. Wierzenia związane z reinkarnacją wydają się dość egzotyczne i nie spodziewaliśmy się, że w ogóle spotkamy się z tym tematem. Można oczywiście przeczytać w internecie suchą informację o tym, że reinkarnacja jest częścią ich religii, ale usłyszeć o tym żywą historię, to zupełnie co innego.

 

 

Rodziny rozdzielone wojną

- Powiedziałeś, że przez granicę można przejść tylko raz. Jak to wygląda?
- Wy jesteście ze świata, więc macie pewnie inne możliwości, ale druzowie są wyjątkowi. Tutaj, w Madżal Szams, jesteśmy pod okupacją Izraela i nie jesteśmy Izraelczykami. W naszych paszportach w miejscu na narodowość mamy wpisane "nieokreślona". Na świecie jest prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy osób, które tak mają i w większości to będą okoliczni druzowie. Uważamy, że nie należymy do nikogo, do żadnego kraju, a przez to przekraczanie granic to dla nas problem. Wy możecie kupić bilet i przylecieć po prostu do Izraela, a my, żeby polecieć do Polski, potrzebujemy parę miesięcy na zdobywanie zezwoleń i tak dalej. Moglibyśmy przyjąć obywatelstwo Izraela i mieć tak samo jak wy, ale nie chcemy, bo jesteśmy druzami, nie należymy do nikogo.
- My mamy teraz tak, że jeśli wjedziemy do kraju arabskiego, to potem nie będą nas chcieli wpuścić do Izraela i na odwrót. Tutaj jest problem?
- No właśnie, ale do domu zawsze wrócicie. My nie. Dlatego przez granicę z Syrią możemy przejść tylko raz. Po wojnach wiele z naszych rodzin zostało rozdzielonych. Sam mam kuzyna w moim wieku w Syrii, którego widziałem tylko raz. Bardzo go kocham i czasem się kontaktujemy, raczej rzadko, ale jesteśmy rodziną i więź między nami jest bardzo silna, choć technicznie rzecz ujmując, nie znamy się. Nie mogę go odwiedzić i tak samo on nie może przyjechać do nas. To znaczy... możemy to zrobić, ale już nigdy nie wrócimy.
- Jak się spotkaliście?
- W Gruzji. Gruzja to przy okazji jedyny kraj, do którego bez dodatkowych zezwoleń mogą latać druzowie.
- Dużo rodzin zostało rozdzielonych przez wojny?
- Tak, bardzo dużo. Przez wiele lat nie mogliśmy się nawet w żaden sposób kontaktować, ale jak wyjdziemy, to pokażę wam jedną rzecz. Wojna i rozdzielona rodzina to nigdy nie jest nic dobrego, a dla nas to naprawdę wielka tragedia, bo my wszyscy traktujemy się jak wielka rodzina i jesteśmy bardzo... nie wiem jak to powiedzieć... socjalni? Rozumiecie?
- Tak, tak. Spędzacie dużo czasu ze sobą i jesteście mocno ze sobą związani.
- Dokładnie. Pomagamy sobie we wszystkim i nigdy nikogo nie opuszczamy.

 

 

 

 

 

 

Druzowie to rodzina

Warto w tym miejscu dodać, że ta wielka rodzina jest bardzo otwarta w wielu kwestiach. Sami mieszkaliśmy w domu, w którym nawet nie było właścicieli. Członek ich rodziny przekazał nam klucze, zapewnił, że musimy zjeść wszystko, co jest w lodówce, bo są tam przygotowane dla nas potrawy i że powinniśmy korzystać z całego domu jak ze swojego. Drobna kwestia semantyczna, która była bardzo istotna, to to, że nie słyszeliśmy właśnie "możecie zjeść coś z lodówki" czy "możecie korzystać z domu", tylko że "musimy / powinniśmy" to zrobić. To dla druzów bardzo ważne, a naszą początkową skromność czy zdania z rodzaju "nie chcemy robić problemu" odbierali niezbyt dobrze.

Spytaliśmy o to Hadiego i wszystko zostało objaśnione w krótkich słowach.

- Jeśli nie korzystasz z mojego domu tak jak ze swojego, to mogę to uznać za zniewagę. To może znaczyć, że coś ci się nie podoba albo że mnie nie lubisz i wtedy jest tak niezręcznie. A jak się będziesz mnie pytał co chwilę, czy możesz coś zrobić w moim domu, to uznam, że mi nie ufasz, albo że jestem złym gospodarzem i nie czujesz się u mnie dobrze.
- Jasne.
- Moja mama zrobiła dla nas wszystkich kawę. Nie możecie odmówić, bo będzie nam niezręcznie, a jak nie wypijecie, to i przykro.
- Oczywiście.
Po wielkim śniadaniu i kawie postanowiliśmy wyjść na dach domu, żeby zobaczyć widok na okolicę. Po drodze trafiliśmy na ciocię Hadiego, która za domem pichciła coś na gazie.
- Co ona robi?
- Słyszała, że będziecie, więc postanowiła usmażyć dla was jedzenie. Jeszcze nie jest gotowe, ale zaraz będzie i musicie spróbować, bo to jest naprawdę świetne.
- Człowieeeku, ale my jesteśmy już tak pełni, że nic nie wciśniemy, a w dodatku nam się śpieszy.
- Ale to jest naprawdę świetne! - Odpowiedział Hadi, zupełnie ignorując to co powiedzieliśmy, słowa "nie zjemy już", czy "śpieszy nam się" jakby w ogóle nie istniały w jego świadomości.
Racja, przecież odmowa byłaby niezwykle nieuprzejma z naszej strony. Poza tym ciekawość wzięła górę.
- A co to jest? Jakiś lokalny przysmak? Coś typowego dla druzów? - pytamy.
- Nie wiem, nawet nie wiem, jak to się nazywa, ale dobre.
- A z czego to jest zrobione?
- Nie mam pojęcia, stary.
- A możesz spytać?
- Tak, jasne! - odpowiedział wyraźnie ucieszony naszym zainteresowaniem i wyrzucił z siebie po arabsku milion słów, które brzmiały jak jedno długie słowo.
- No i? To smażony hummus? Jajka? Z pietruszką, dobrze widzę?
- Nawet nie wiem, jak wam to powiedzieć...
- Uuu... czy to coś... obleśnego?
- Nie, po prostu nie wiem jak powiedzieć, bo nie znam słów, ale próbujcie. Dobre, dobre.
 

Spróbowaliśmy. Rzeczywiście było wyjątkowo dobre. Zwróciliśmy się do cioci i podziękowaliśmy ładnie po angielsku i po polsku, bo najszczersze wyrazy uznania i podzięki aż rwały się na usta w ojczystym języku. Nie rozumiała, ale była ucieszona i pozdrowiła nas na drogę - a przynajmniej tak nam się wydaje.

Skierowaliśmy się na dach i ogarnęliśmy wzrokiem okolicę. Pas graniczny przebiegał dosłownie kilkaset metrów od nas.

 

 

Rozłąka spowodowana wojnami

- Pamiętacie, jak wam mówiłem o rozdzielonych rodzinach po wojnie - zaczął Hadi.
- Mhm...
- Po drugiej stronie granicy widzicie wzgórza. Tutaj jest tak ułożony teren, że bardzo dobrze słychać to, co dzieje się po tamtej stronie, więc kiedyś ludzie z rozdzielonych rodzin ustawiali się właśnie tutaj, po dwóch stronach granicy, stawali na górkach i rozmawiali ze sobą. W tamtych czasach tylko tak można było porozmawiać z kimś bliskim, kto został od nas oddzielony. Dzisiaj mamy Skype i Facebooka więc nikt nie korzysta z Shouting Hill.

 

 

 

 


Więcej o tym wzgórzu możecie przeczytać na anglojęzycznej Wiki: Tutaj.

 

 

Muszę przyznać, że ta krótka historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest prosta, logiczna, a do tego czysto naukowo i fizycznie przejrzysta i nie kryje się za nią żadna tajemnica czy wielka odkrywczość, ale niesie ze sobą ogromny emocjonalny ładunek. Chyba nikt nie chciałby czegoś takiego doświadczyć. Tym bardziej że teraz w Polsce żyjemy w bezpiecznych i naprawdę wygodnych czasach i takie rzeczy są absolutnie poza zasięgiem naszych obecnych doświadczeń. Nawet nie potrafimy sobie tego wyobrazić.

Rzeczy, które ciężko jest sobie wyobrazić z naszej perspektywy, zaczęły o sobie dawać znać dosłownie godzinę później. Pojechaliśmy w miejsca, które dają sobą świadectwo o minionych wojnach. 
 

Artykuł opublikowany na portalu joemonster.org dnia 23 maja 2018 link

Tagi

| projekt: reel-creative.com | realizacja: bartlomiej(a)nowak.coffee |